poniedziałek, 21 lipca 2014

Dieta matki karmiącej dziecko z atopowym zapaleniem skóry

Kiedy odwiedzam znajomych, częstujących mnie pysznościami , bardzo często odpowiadam: "Dziękuję, nie mogę tego jeść i tamtego też nie". Wtedy pada pytanie: "To co Ty właściwie jesz?"

Na początku dodam, że nie wiem co uczula moje dziecko, pani doktor stwierdziła, że na pewno mleko krowie. Stan skóry Piotrusia jest zmienny - raz lepiej a raz gorzej, zależny od temperatury otoczenia (w te upały uwierzcie, że nie mogę doczekać się jesieni) a także od działania kosmetyków i maści. Na dodatek reakcje alergiczne występują z kilkudniowym opóźnieniem. Wszystko to powoduje, że naprawdę bardzo ciężko jest mi ocenić, co uczula. Z tego względu trochę się martwię jak to będzie z tym rozszerzaniem diety - skąd będę wiedziała, jaka nowość wywołuje alergię?


Póki co karmię synka piersią i ze względu na jego słaby przyrost wagi w ubiegłym miesiącu, dokarmiam Nutramigenem, jednak nie są to duże ilości (max. ok. 100 ml dziennie).

Za namową pediatry i dermatologa przeszłam na bardzo restrykcyjną dietę i wyeliminowałam wszystkie produkty potencjalnie alergizujące: mleko (a jest go pełno w wędlinach, pieczywie i innych produktach, jem specjalną margarynę bez serwatki - roślinną) i w konsekwencji wszelki nabiał, a także jajko, pomidor, por, seler, czekolada, kakao, orzechy, czekolada, truskawki, poziomki, cytrusy, wołowina, cielęcina, kiwi, soja (białko sojowe bardzo często występuje w wędlinach), ryby, owoce morza, ziarna sezamu, miód. Naprawdę nie wiedziałam, że tak wiele jest alergizującej żywności! Dodatkowo ponieważ wszelkie konserwanty i sztuczne barwniki również uczulają i wywołują negatywny wpływ w zasadzie na każdy organizm, to nie jem żadnych kupnych wędlin, sztucznych zupek, żadnych słodyczy kupnych, ciast, puszek, przypraw, gotowych sosów. itd. 
Ze względu na wzdymające właściwości, póki co nie jadam kapusty, fasoli, bobu, grochu i ostrożnie podchodzę do cebuli i kalafioru oraz warzyw strączkowych.

Moim nawykiem i męża jest dokładne czytanie etykiety każdego produktu, który kupujemy.

No dobra, to co ja właściwie jem? :-D

Kasze, makarony bezjajeczne, ryż, ziemniaki, warzywa: buraki, brokuły, papryka, ogórki zielone, marchewka, cukinia, pietruszka, kapusta pekińska, pieczarki, kukurydza, sałata, szpinak, szczypiorek, koperek, do przyprawiania używam soli, pieprzu, ziół: prowansalskich, oregano, bazylię, natkę pietruszki, koperek, cynamon, owoce: praktycznie wszystkie oprócz wyżej wymienionych. Mięso: drobiowe, indyk, wieprzowina, owoce suszone, dżemy i kisiele domowe. Do smażenia używam oliwy, oleju rzepakowego oraz margaryny bezmlecznej. Zamiast wędlin piekę szynkę lub polędwicę a czasem też schab i jem na kanapkę. Czasem pokuszę się o jakąś dobrą kiełbaskę lub parówki, ale takie gdzie jest jak najmniej konserwantów i najwięcej mięsa, np. parówki Sokołów ok 90% mięsa i parówki wieprzowe Tarczyński. Pieczywo w miarę bez konserwantów no i obowiązkowo bez dodatku mleka. Gdy mam ochotę na słodkości to piekę sobie pyszne ciasteczka owsiane oraz ciasto jabłkowe z produktów sypkich, czasem robię mus owocowy na zimno. Ostatnio upiekłam też pyszne jabłuszka z powidłami śliwkowymi i płatkami migdałowymi - naprawdę pychota ;-)

A co gotuję na obiad? Tu faktycznie, często dania się powtarzają, ale oprócz diety głównym powodem jest to, że przy Piotrusiu naprawdę ciężko coś ugotować, więc  przyrządzam takie potrawy, które zajmują 10 minut. Uwielbiam makaron z cukrem i owocami, np. malinami, jagodami lub borówkami. Często na obiad mamy makaron i ryż z różną kombinacją warzyw, mięsa, pulpety, roladki, zupy: rosół, jarzynowa, pieczarkowa, barszcz czerwony, krem z marchwi i grzankami - pychotka ;-) makaron z jabłkami, zapiekanki ziemniaczane z warzywami, pieczonki, itp.

Dodatkowo przyjmuję dwa razy dziennie najzwyklejsze wapno oraz witaminy dla kobiet karmiących.
Jem dużo, bo mam większe zapotrzebowanie niż w okresie ciąży. Natomiast włosy mi nie wypadają, chudnę sobie powolutku, jeszcze nie wróciłam do wagi sprzed ciąży, ale brakuje tylko 3,5 kilo ;-)

Największy problem w całej tej diecie to stołowanie się poza domem - w zasadzie niemożliwe, czy podczas spotkań rodzinnych, no i zjadłabym to i owo (oj bardzo bym zjadła).

Wydaje mi się jednak, że ta dieta pomaga, bo jest dużo lepiej niż przed jej wprowadzeniem. Zmiany wracają, jednak nie wiem czy nie jest to spowodowane upałem - skóra się poci Piotrusiowi i w zgięciach łokci, kolan, szyji pojawia się rumień. Zobaczymy jaka sytuacja będzie jesienią, gdy wrócą chłodne dni.

Czasem ludzie pytają, czemu nie zrezygnuję z karmienia piersią na rzecz Nutramigenu? Bo nie mam gwarancji, że to pomoże, a nie chcę niepotrzebnie pozbawiać synka leczniczych właściwości mojego mleka. Na dodatek Piotruś nie umie żyć bez "leee", o czym pisałam tutaj.

5 komentarzy:

  1. Pati, kochana!! poproszę o kilka wpisów z Twoimi przepisami na te wspaniałości słodkie :):)

    I zdradź mi, jak w 10 minut zrobić pełny obiadek..??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie wpis o słodkościach ;-) cieszę się, że Cie nimi zainteresowałam ;-)
      A jak w 10 minut zrobić obiadek? Często korzystam z mrożonych warzyw, do tego ryż lub makaron, filecik z piersi kurczaka podsmażony razem z warzywkami i obiad gotowy :-) Albo ugotowany makaron do tego śliwki suszone (uprzednio gotowane 5 minut) plasterki jabłka i do piekarnika - pychota :-)

      Usuń
    2. Hmm.. Muszę spróbować ;) Mnie zawsze ponad pól godziny zajmowało przygotowanie obiadu :D

      a na wpis o słodkościach czekam ;);)

      Usuń
  2. Dzielna z Ciebie mama i baaaardzo wytrwała. Piotruś ma wielkie szczęście. Trzymam kciuki aby to minęło - bo chyba może minąć prawda ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Może, może, tylko nikt nie wie kiedy :-/ Dla syneczka muszę być wytrwała, nie ma innej rady.

      Usuń