środa, 14 lutego 2018

Mówię pierwsze słowa

Korzystam z chwili, że starszaki pojechały z tatą do biblioteki a Wojtuś lula. Chciałabym dzisiaj pokazać Wam notes Szymonka, który udało mi się wykonać na wieczór przed porodem, hehe ;-D Kiedy go tworzyłam, czułam, że coś zaczyna się dziać i rankiem urodził się nasz najmłodszy synek ;-)

Szymonek ostatnio mocno nam się rozgadał, uwielbia mówić, mówi dużo, opowiada sobie, bardzo lubi naśladować co mówimy i już w zasadzie codziennie zaskakuje nas nowym słowem! Dużo uczy go również starszy brat Piotruś. Ile ma jeszcze przy tym radości! Dlatego wykonałam mały notes w formacie A6. W środku znajdują się zwykłe kartki do zapisywania słów, ozdobiłam jedynie tekturową okładkę. Musiał się na niej znaleźć kotek, bo Szymuś uwielbia koty :-)  Teraz będziemy mieli piękną pamiątkę na kolejne lata.






Pozdrowionka!

piątek, 9 lutego 2018

Narodziny Wojtusia

Dzisiaj przedstawiam Wam naszego najmłodszego synka Wojtusia :-)
Urodził się 27 stycznia w sobotę o 8.30 rano. Trafił w bardzo dobry moment, bo akurat nasze starsze dwie pociechy były u babci na noc. Poród był bardzo szybki. Jeszcze kilka dni Wojtuś przebywał w szpitalu z powodu zaburzeń adaptacyjnych, ale na szczęście od tygodnia jesteśmy już wszyscy razem w domku i cieszymy się sobą :-) Póki co starsi chłopcy są zakochani w najmłodszym braciszku. Zobaczymy, czy to się utrzyma jak tata wróci do pracy ;-)

Wojtuś już lula słodziutko w swoim kokoniku i kołderce, którymi chwaliłam się w poprzednim poście ;-)


Pozdrawiam!

czwartek, 25 stycznia 2018

Kokon, poduszka i kołderka, czyli wyprawka dla Wojtusia.

Pamiętam jak Piotruś był jeszcze w brzuszku, to szyłam mu rożek i prześcieradło do kołyski. Z jednego ani z drugiego nie skorzystał, bo nie znosił pozycji leżącej, hehe. Szymonek był już mniej wymagający, lulał słodziutko w uszytym przeze mnie rożku, ważnym elementem jego wyprawki był też rogal do karmienia, który sprawdził się znakomicie. Wojtusiowi też coś uszyłam - kokonik do spania. Ponieważ Wojtuś nie będzie miał swojego niemowlęcego łóżeczka do spania, pomyślałam o czymś, co go otuli w naszym dużym łożu rodzinnym ;-) 

Początkowo kokon planowałam po prostu kupić, choć jego cena mnie odstraszała. W styczniu jednak okazało się, że mam trochę czasu i sił i chęci i zmierzyłam się z zadaniem. Uszyłam go według kursu z bloga Karmicielka.

Materiał miałam "na stanie", dokupiłam tylko kulkę silikonową do wypełnienia oraz bawełniany sznurek do wiązania. Bawełnę w słonie (całe 2 metry!) otrzymałam kiedyś "gratis" przy okazji zakupu maszyny do szycia. Było to 1,5 roku temu więc leżała długo w pudle, a nie specjalnie podobał mi się ten wzór. Teraz ze względów oszczędnościowych tkanina nadała się idealnie. W połączeniu z granatem wygląda moim zdaniem całkiem nieźle. Mój kokon trochę przypomina kształtem ponton, szablon sama rozrysowałam korzystając z wydrukowanego na kartce A4 wzoru zamieszczonego na blogu Karmicielki. Dlatego myślę, że kształt właśnie odrobinę się różni.

Najtrudniejsze w tym wszystkim było dla mnie wszywanie lamówki, dlatego że szyć musiałam nie po linii prostej a po łukach. O dziwo poszło mi nawet gładko, prułam tylko dwa razy na niewielkich odcinkach ;-D Do środka włożyłam gąbkę i jej przeszycie też nie było najłatwiejsze, następnie przeciągnęłam sznurek, wypełniłam kulką i dopiero zaczęło się najtrudniejsze - zaszyłam powstałe dziury ściegiem krytym ręcznym. Zszywanie poszło bardzo ciężko, bo całość była bardzo nieporęczna do trzymania. Przyznam szczerze, że gdy widzę cenę 110 zł za taki kokon w galeriach internetowych to dziwię się, że tak mało, bo pracy jest sporo przy jego wykonaniu, a materiał też ma swoją cenę.

Do kompletu uszyłam też małą poduszeczkę, starałam się by była jak najbardziej płaska, oraz kołderkę z reszty kawałka słoniowej tkaniny, wypełnioną ociepliną poliestrową. Wiem, że poliester nie jest dobry do kołderek, gdyż jest sztuczny i można się pod taką kołderką spocić. Jednak ponieważ nie jestem jeszcze biegła w szyciu takich pikowanek, nie chciałam już ponosić dodatkowych kosztów. Z resztą pod taką kołderką Wojtuś będzie spał tylko w czasie drzemek. No nic, komplet jest i czeka na młodego obywatela :-) Zobaczymy czy przypadnie mu do gustu ;-)

Przy szyciu tej wyprawki nauczyłam się dwóch ważnych rzeczy: wszywania lamówki ze skosu oraz tworzenia lamówki ze spodu kołderki. Jednak nad tą drugą techniką muszę jeszcze popracować. Kołderkę przepikowałam 12 cm od jej brzegu. Generalnie pikowanie idzie mi ciężko, "kanapka" do pikowania powinna być bardzo dobrze napięta, a mnie się robią buły i tkanina rozciąga mi się w sposób niekontrolowany. Pozostaje mi chyba tylko ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.

A teraz zdjęcia:







Szymonio też chciał być na zdjęciu :-) 
 

 Pozdrowionka!
 

niedziela, 14 stycznia 2018

Mój pierwszy QUILT!

Bardzo się cieszę, że w pierwszym poście 2018 roku mogę się pochwalić moją pierwszą patchworkową kołderką! Marzyłam o niej od bardzo dawna, bo w patchworkach jestem wprost zakochana! Po mojej ostatniej nieudanej próbie (wybrałam zbyt skomplikowany wzór jak na pierwszy raz, wszystko wyszło krzywo) wydawało mi się, że szycie quiltu jest dla mnie zbyt trudne. 

Jednak nie zrezygnowałam z tego zamiaru, postanowiłam wykonać podejście numer dwa. Skłonił mnie do tego jakiś stary numer czasopisma Mollie potrafi, w którym znalazłam dokładny opis wykonania patchworku z podanymi wymiarami poszczególnych kawałków tkanin. Nie musiałam więc sama tego wyliczać. Ucieszyłam się też z tego, że poszczególne kawałki są dosyć duże, więc quilt będzie w sam raz dla osoby początkującej jak ja. Cały quilt ma wymiary 150x90 cm. Jest idealny dla naszych chłopców. Bardzo się starałam równiutko poprzycinać kawałki tkanin a potem równiutko wszystko pozszywać. Wbrew pozorom nie jest to wszystko takie proste. Następnie wykonałam "kanapkę", wykorzystałam ocieplinę poliestrową, jaką miałam akurat w domu i pospinałam trzy warstwy agrafkami. Zrolowałam i zabrałam się za najtrudniejsze czyli pikowanie. Pikowałam ściegiem prostym za pomocą stopki z górnym transportem. Największy problem miałam przy krzyżowaniu się ściegu, czasem po prostu tkanina mi się ściągała, widocznie nie była należycie napięta. Gdy wszystko przepikowałam, przygotowałam sobie lamówkę. Okazało się to nie tak trudne jak myślałam, że będzie. Przy przyszywaniu lamówki korzystałam z dwóch tutoriali od Reni oraz od Kasi.

No i powstał quilt! Nie jest idealny, lecz bardzo mi się podoba, jestem w nim zakochana i uwierzyłam w siebie. Mam ogromny apetyt na więcej kołderek ;-)

No a teraz zdjęcia:














Pozdrowionka!

niedziela, 31 grudnia 2017

Podsumowanie roku 2017!

Zbliża się koniec 2017 roku! Bardzo lubię sobie w takim czasie przypomnieć jak minął mi ten rok i co udało mi się zrobić :-)

Ten rok rozpoczęłam od kartkowania, powstały kartki z okazji chrztu świętego. Doskonałą okazją ku temu było to, że mój małżonek został Ojcem Chrzestnym małego Dominiczka :-) 
Bliżej wiosny zaczęły powstawać owocowe notesy, czapki i kominy dla całej naszej czwórki, piżamki dla dzieci. Uszyłam sobie również super legginsy! Bardzo mam ochotę na więcej ;-) Z racji wiosny powstały też kolorowe poduszki i worko-plecaki dla moich kuzynek. Dużo czasu poświęciłam też na uszycie weselnych poduszek, zwłaszcza tej z kwiatem. W sumie uszyłam ich trzy, bo dwie dla kochanej Agatki :-* Było to dla mnie duże wyzwanie i dużo się też nauczyłam przy szyciu. Nową umiejętnością były spodnie z kieszeniami dla chłopców. 

Im bliżej lata tym bardziej zwalniałam tempo, ponieważ w moim brzuszku pojawił się mały dzidziuś, który jeszcze czeka na rozwiązanie! :-) Jedyne o czym marzyłam w okresie wiosenno-letnim to sen. Dlatego dopiero jesienią troszkę się rozkręciłam, wróciłam do kartkowania i uszyłam kalendarze adwentowe.









Podsumowanie:

SCRAPBOOKING: 

1. Kartki na chrzest, szt.6
2. Kartka z misiem
3. Notesy owocowe, szt.5
4. Ślubne kopertówki, szt.3
5. Kartki urodzinowe (nie pokazywane na blogu z braku czasu), szt.2
6. Kartki urodzinowe, szt.7
7. Kartka shaker box, szt.4
8. Kartki leśne, szt.2
9. Grudniownik 2016
10. Planner grudniowy

SZYCIE:

1. Wiosenne poduszki, szt.3
2. Poduszki patchwork, szt.2
3. Kocyk do wózka w plusy
4. Komin dla męża
5. Komin i czapka dla mnie
6. Kominki i czapki dla chłopców, szt.2
7. Piżamki, szt.3
8. Spodnie dla dzieci w jelenie, szt.2
9. Spodnie dla dzieci z kieszeniami, szt.2
10. Krótkie letnie spodenki, szt.2
11. Ślubne poduszki, szt.2
12. Poduszki z kwiatem, szt.2
13. Worko plecaki dla kuzynek, szt.2
14. Bluzeczka dla Oliwki
15. Legginsy dla mnie! :-)
16. Kalendarz adwentowy dla dzieci
17. Kalendarz adwentowy dla męża
18. Quilt w trakcie szycia ;-)

DIY:

1. Kuchenka dla dzieci ze starej szafki (jeszcze nie pokazywana szerzej na blogu, ale muszę nadrobić ;-)

SZYDEŁKO:

1. Podkładki do kuchenki i ściereczka dla chłopców do zabawy.

Razem nazbierało się 64 produkty! Wow, wynik lepszy niż rok temu ;-)
Bardzo się cieszę, że w tym roku udało mi się wrócić do kartkowania, był to jeden z moich planów noworocznych i w zasadzie się udało :-) Niestety zbyt mało poduszek uszyłam w tym roku, hehe. 

Na rok 2018 nie robię żadnych planów jeśli chodzi o rękodzieło, ponieważ największym moim planem będzie urodzić Wojtusia, zorganizować na nowo życie domowe, zwłaszcza, że planujemy we wrześniu posłać Piotrusia do przedszkola. Mam nadzieję, że mimo tych wszystkich rewolucji co nieco uda mi się zdziałać ;-) Z pewnością chciałabym dalej kartkować, poszyć dzieciakom tekstylia do świeżo odświeżonego pokoju (mam nadzieję pokazać na blogu efekty nowego wystroju), poszyć dzieciom spodenki i legginsy dla siebie. Och jak zwykle chęci mam dużo, lecz z czasem może być krucho ;-)

Tymczasem życzę Wam:


Szczęśliwego Nowego Roku 2018!
Niech ten Nowy Rok przyniesie Wam dużo radości, siły, pokoju w sercu i dużo miłości.
Niech się spełnią Wasze marzenia.
Życzę Wam abyście swoim uśmiechem i drobnymi życzliwymi gestami potrafili zmieniać świat na lepsze.
Niech Wam Pan Bóg błogosławi!

                                               
                                                   Patrycja

sobota, 30 grudnia 2017

Poświątecznie

W tym miesiącu nie udało mi się napisać żadnego postu, Święta minęły i były cudownym czasem spędzonym z rodziną. Dopiero teraz mam wenę i troszkę sił by pokazać Wam, jakie kalendarze adwentowe uszyłam w tym roku chłopcom i mężowi.

Postanowiłam w tym roku je uszyć, bo tak myślę, że nie wiem czy w przyszłym roku dam radę wykonać nowe, a tak będę miała gotowe.
W zeszłym roku ogromnie mnie zainspirował ten kalendarz firmy Maileg. Zobaczyłam go na blogu u Julii i postanowiłam uszyć dzieciakom podobny, właśnie w formie domku. Akurat od dwóch lat leżał mi w pudle porządny kawał bliżej niezydentyfikowanej tkaniny, jakby dżins i nadawał się w sam raz jako baza. Do uszycia okien i drzwi wykorzystałam to, co zalega mi w moich pudłach z tkaninami. Starałam się odpowiednio dobrać wzory i kolory tak by do siebie pasowały. W okienka włożyłam coś słodkiego na każdy dzień oraz karteczkę z dobrym słowem dla każdego z chłopców. Kalendarz wykonałam dla dwójki chłopców, bo nie miałam siły ani czasu szyć podwójnie (choć o zgrozo pierwotnie taki był plan!). Na daszku znajdowały się ruloniki przymocowane sznurkiem z napisem "worek". Worków było 6 plus jeden wigilijny, a do ich środka włożyłam troszkę większe niespodzianki: kolorowanki, książki, farby, witrażyki i bombki do ozdoby oraz zeszyty kreatywne. Chłopcom ogromnie się podobało, wcześniej niż zwykle wstawali przez cały Adwent i biegli od razu do kalendarza :-) 












Przy okazji na powyższym zdjęciu jest coś, czym się jeszcze na blogu nie chwaliłam, a mianowicie kuchenka DIY wykonana z starej szafki przeze mnie i męża ;-)

A oto, co znalazło się w środku woreczków z niespodziankami:



Trochę się umęczyłam z wyszywaniem numerów nad każdym okienkiem, nie wiem czemu, ale na tkaninie bawełnianej maszyna wyszywa mi cyfry idealnie a na innych tkaniach (o dzianinach  nie wspominając) kiepsko, ratowałam się flizeliną, choć efekt i tak mnie nie zadowala w 100% ;-)



Mężowi jak co roku również uszyłam kalendarz z kieszeniami i uporządkowaną numeracją z tego samego materiału ala dżins. Ozdobiłam go piękną świąteczną wstążką, którą dostałam w pasmanterii w kolorze mocno czerwonym. W każdej kieszonce znalazła się karteczka z dobrym słowem, podziękowaniem, a nawet zadaniem ;-) (nie, nie chodzi tu o naprawę kranu ;-) plus coś na osłodę dnia :-)





Pozdrawiam świątecznie! 
Zaraz biorę się za pisanie ostatniego tegorocznego postu z podsumowaniem roku 2017 ;-)

czwartek, 30 listopada 2017

Grudniowy planer

Już za chwilę, za chwileczkę wybije północ, a to oznacza, że rozpocznie się najbardziej magiczny miesiąc w całym roku - GRUDZIEŃ. Za oknem sypie śnieg, sklepy już kuszą swoim okołoświątecznym asortymentem, a w mojej głowie biegną myśli. Jak to wszystko ogarnąć? Jak się przygotować, jak zorganizować, kiedy wysłać kartki świąteczne, jakie ciasteczka upiec, w co zapakować prezenty, kiedy kupić choinkę, jak ozdobić dom, a przede wszystkim jak przygotować dzieci na nadejście Świąt Bożego Narodzenia i jak razem z nimi spędzić czas tak aby zapamiętały go na długo? :-) I jak w tym wszystkim nie stracić głowy ani nerwów i ze spokojem zaczynać każdy dzień? 

A no właśnie, wszystko się da tylko trzeba to dobrze zaplanować. A żeby zaplanować to potrzebny jest notes, kalendarz, planer, itp. I ja w tym roku postanowiłam sobie taki planer przygotować, specjalny, grudniowy. Ponieważ z kalendarzami adwentowymi udało mi się uporać na czas, trzeci trymestr ciąży sprzyja - dostałam energii (mam na myśli energię twórczą, bo o kondycji fizycznej nie będę się wypowiadać ;-) zakasałam rękawy i do roboty!

Jakiś czas temu zakupiłam sobie specjalny Grudniowy Zestaw ze Studio Forty do wykonania tegorocznego Grudniownika. W zestawie znalazł się tzw. Notes Podróżnika. Bardzo podoba mi się jego okładka z papieru jakby ekologicznego, brązowego i białe, grube kartki w środku. Jednak nie do końca jego kształt i forma pasowały do mojej wizji albumu grudniowego. Pomyślałam jednak, że świetnie sprawdzi się właśnie w roli planera! 

Okładkę potraktowałam białą farbą akrylową, wykorzystałam dekoracyjną złotą wstążkę oraz elementy z zestawu plus swoje własne: stemple śnieżynki, dzwoneczki, tekturki, piękną czerwoną bibułkę (cały zestaw grudniowy był nią opakowany - magia!), czerwone cekiny i półperełki, naklejkę. Tak sobie myślę, że śnieżynki lepiej by wyglądały gdyby były odbite złotym tuszem, niestety miałam tylko czarny. Nie przemyślałam jednak, że dzwoneczki i cekiny przymocowane na sznurku będą mi troszkę utrudniać zapisywanie w tym miejscu notatek. No trudno, jakoś będę musiała sobie poradzić ;-)

Wnętrze planera wypełniłam stemplami, takimi jakie miałam w domu z różnych zestawów, ze Studio Forty ale także wykorzystałam gratisy, będące dodatkiem do angielskich craftowych magazynów, które czasem przysyła mi Mama. Starałam się zachować umiar w ich stosowaniu, ale ponieważ dopiero zaczynam przygodę ze stemplami, czasami na stronach wkrada się lekki chaos ;-)

Niemniej jednak z mojego planera jestem bardzo zadowolona, będzie mi bardzo pomocny, a także będzie stanowił pamiątkę na lata i inspirację przy przygotowaniu przyszłorocznych świąt!

A teraz czas na fotki:



















Jak Wam się podoba? Czy korzystacie w grudniu z planerów?

Wczoraj spadł u nas śnieg, dzisiaj znowu sypało. Wyciągnęliśmy sanki, w ruch poszły łopatki, wywrotki a nawet Piotruś przymierzył swój nowy sprzęt narciarski. Chcemy w nim zaszczepić narciarskiego bakcyla ;-) Póki co oswajamy synka ze sprzętem. Pierwsza próba udana, trochę się przespacerował i nic nie marudził, że niewygodnie, a tego się obawiałam. Przyjdzie pora to pójdzie z tatą na górkę. Szymonek za to pierwszy raz jeździł na sankach, a ile śmiechu przy tym! Wreszcie dzieciaki chcą na dwór wychodzić ;-)



Buziaki dla Was!