piątek, 24 marca 2017

Czapeczki na wiosnę

Hurra! Kalendarzowa wiosna już przyszła, teraz czekamy na ciepełko i słoneczko. Ptaki śpiewają, krokusy rosną, ogrodowa ławka, domek i zjeżdżalnia są już gotowe na dziecięce harce.

Jeszcze przed nadejściem wiosny zapragnęłam uszyć moim dzieciom czapeczki na wiosnę a do kompletu uszyłam jeszcze kominki. Czapeczki powstały z jednej warstwy dresówki pętelki w autka z turkusową wypustką. Kominek jest z dwóch warstw: dresówki w autka oraz turkusowej. Bardzo zależało mi na tym, aby kominek ściśle przylegał do szyi, tak by wiosenny wiatr nie przewiał moich maluchów. Jednak jego szerokość musiałam dostosować tak by kominek przezedł przez głowę. W konsekwencji więc nie przylega on tak ściśle do młodej szyjki jak bym chciała. Póki co jest zbyt zimno na kominki i zakładam dzieciom apaszki z minky, które możecie zobaczyć w tym poście. Kominki nadadzą się jak będzie odrobinę cieplej.





No i pozazdrościłam dzieciom zestawu i uszyłam taki również sobie. Świetnie sprawdził się podczas pobytu w górach pod narciarski kask ;-) 




Pozdrowionka!

czwartek, 16 marca 2017

Lista zakupów/Shopping List - owocowe notesy

W styczniu, kiedy porządkowałam swoje papiery scrapbookingowe na biurku natknęłam się na śliczne owocowe papiery od Magicznej Kartki. Kupiłam je rok temu podczas Art in Town w Warszawie. Kiedy je zobaczyłam od razu pomyślałam, żeby zrobić z nich takie owocowe notesy na listę zakupów. Nie wiem jak Wy, ale idąc do sklepu zawsze taką listę mam przy sobie, ja albo mój małżonek. No chyba, że do kupienia są tylko trzy rzeczy, to wtedy raczej potrafię je zapamiętać ;-)

Zamówiłam więc okładki z białej tekturki, obustronny wkład notesowy w kratkę i wzięłam się do roboty. Notesy są formatu A5, zbindowane białą sprężyną. Każdy jest w innym stylu, choć wszystkie podobne do siebie, kolorowe i radosne. W sam raz na wiosnę! Okładkę tworzy tekturka pokryta bazą wykonaną z papieru do scrapbookingu. Baza została pokryta częściowo maską utworzoną przy pomocy gwaszu. Oprócz napisu i głównego owocowego motywu, okładkę zdobią guziczki dopasowane kolorystycznie.

To co? Truskawkę, brzoskwinię, cytrynkę, pomarańczę czy malinkę? ;-)
Notesiki są dostępne w moim sklepiku na Artillo  w cenie 25 zł za sztukę. 






















Notesiki są w sam raz na prezent ;-)
Pozdrowionka
P.S W naszym lesie już pełno krokusików, idzie wiosna :-)

piątek, 10 marca 2017

Miś mnie zainspirował ;-)

Siedzę sobie w pokoju dzieci, chłocy się bawią  i chwilowo nie potrzebują mojej uwagi. Co ja robię? Siedzę pod oknem i myślę, myślę co by tu w tym pokoju chłopięcym zmienić, co im uszyć, myślę że trzeba by tapetę zmienić bo wygląda okropnie, odrapane drzwi pomalować (tak samo jak i potłuszczone ściany) i poszwy wymienić bo pożółkły ;-D 
W pewnej chwili dostrzegam też małego brązowego misia z kolorowym szaliczkiem i wtedy wpadam w absolutny zachwyt. Jaki ten miś ma piękny głęboki brązowy kolor, a jaki cudowny ma kolorowy szaliczek - bardzo energetyczny w kolorowe paski: różowe, ciemno różowe, pomarańczowe, jasno pomarańczowe. Jak one pięknie kontrastują przy tym głębokim brązie. No i oczywiście pojawiła się myśl, że trzeba by kartkę zmajstrować w takich kolorach!!!

Brązowy papier miałam, ale nie miałam nic w kolorze fuksji! Koniecznie musiałam poszukać w internecie papierów w takich odcieniach, nie było łatwo, ale udało się. Kartka jest i podoba mi się chyba najbardziej ze wszystkich moich dotychczasowych kartek :-) 

Oto ona..
A wszystko przez pewnego małego misia ;-)







Nazbierało mi się sporo zaległości postowych, niestety zdjęcia słabo mi wychodzą. 
Do następnego :-*

środa, 1 marca 2017

Moja pracownia

Dzisiaj początek marca, miesiąca który niesie nadzieję, bo już za chwilę przyjdzie wiosna, może zdarzą się pierwsze ciepłe dni, dni są coraz dłuższe i pod koniec miesiąca przestawimy zegary. Z tej okazji zapraszam Was na kolejny post!

Pewnego przedpołudnia Szymonek udał się na drzemkę a Piotruś oglądał Toma Holownika na You Tubie, postanowiłam wykorzystać sytuację i popracować chwilkę nad nową kartką urodzinową. W związku z tym zaczęłam tworzyć kompozycję, układać, zmieniłam nici w maszynie na różowe (choć tak naprawdę to fuksja) aż nagle tak pięknie zaświeciło słońce, że postanowiłam wszystko rzucić. Chwyciłam szybko za aparat i zrobiłam kilka zdjęć. Nic nie zmieniałam, nie układałam, nie aranżowałam. W pewnym momencie przesunęłam tylko fiszki do nauki włoskiego poza obiektyw ;-)

Dzisiaj zapraszam więc Was do mojej małej pracowni :-)

Moją pracownię tworzy długi blat w kształcie litery L oraz regał, w którym już powoli brakuje mi miejsca ;-) Jednak w ciągu dnia bawią się też tu dzieci, oglądają bajki, rysują, stemplują, malują i...PSOCĄ ;-D Mają też swoją półkę na przybory i swoje stanowisko pracy. Tego akurat nie będę pokazywać. Na zdjęciach widać tylko mój kącik, piękną orchideę stojącą na parapecie oraz widok za oknem, który bardzo lubię. Pracuję głównie nocami i czasem swój warsztat przenoszę do salonu, gdzie stoi owerlock i dwa duże stoły w sam raz do krojenia materiałów i pikowania.

Mój kącik bardzo lubię, jest taki MÓJ, nie jest jakiś idealny, nikt nie znajdzie tu modnych dodatków ani markowych przedmiotów. Czasem plączą się kable od maszyny, samolot Cobi mojego męża, który dzieci rozbroiły i trzeba by naprawić. Drukarka  też niespecjalnie tu pasuje ze względu na swoją wielką kubaturę. Jednak uwielbiam tu pracować, jest tak twórczo, tak mojo i tak sympatycznie ;-)























Półkę na nici przerobiłam sobie z dawnej drewnianej szafy dla lalek Barbi, którą moja ciocia dostała od wujka z Niemiec dawno temu (jak była małą dziewczynką rzecz jasna, pamiętam nawet jak się razem nią bawiłyśmy) ;-) Przeszlifowałam, wypięłam kilka półeczek i pomalowałam białą farbą. Wieszak Love i datownik kupiłam podczas wakacji w Anglii. Tablicę z inspiracjami i listami do zrobienia zrobiłam z małej palety. Mam zamiar ją powiesić tylko nie mamy kołków a do sklepu dla majsterkowiczów czy Castoramy jakoś nam nie po drodze, hehe. Zamonotwałam w niej moje ukochane kolorowe gałki, które też przywiozłam sobie z Anglii. Szalenie mi się one podobają. Storczyk, który stoi na parapecie zachwyca mnie, dostałam go latem od teściowej z informacją "że nie kwitnie". Ja jednak razem z Piotrusiem dzielnie podlewaliśmy go i proszę...jestem nim zauroczona :-) A za oknem drzewa, chmury - uwielbiam!!

W mojej pracowni nie mogło oczywiście zabraknąć ramek ze zdjęciami ukochanych osób, brakuje tylko zdjęcia moich ukochanych rodziców i brata - Kochani muszę to nadrobić! :-) Nad drzwiami wisi krzyż, żebym podczas pracy zawsze pamiętała o Tym, Który jest najważniejszy i aby moja praca nigdy nie była ważniejsza od tych których kocham i którzy mnie kochają :-)

Może nie wszystko pokazałam na zdjęciach, ale kwintesencja jest! :-)

Jak Wam się podoba?
Pozdrowionka!

niedziela, 26 lutego 2017

Miał być dziecięcy quilt, a powstały dwie poduszki.

Dzisiaj będzie o tym jak uporałam się albo raczej nie uporałam się z pierwszym w moim życiu quiltem. Zastanawiałam się jak zatytuować ten dzisiejszy post, może powinien nazywać się "Jakich błędów unikać przy szyciu i pikowaniu quiltu" albo "Jak nie należy szyć quiltu", hmm...

W patchworkach i quiltach zakochałam się już ze trzy lata temu. W swoim dorobku mam jednak tylko kilka poduszek uszytych metodą patchworku. Rok temu kiedy urodził się nam drugi synuś zapragnęłam uszyć dla moich chłopców po patchworkowej kołderce na popołudniową drzemkę. I skorzystałam z tutorialu Allison z bloga Cluck Cluck Sew o tutaj. Taki quilt bardzo mi się spodobał, oczywiście postanowiłam użyć innych kolorów i wzorów. Szymonek miał wtedy zaledwie dwa miesiące a ja wstawałam wcześnie rano aby skroić kwadraty podczas gdy dzieci jeszcze smacznie spały. Potem kwadraty kroiłam w trójkąty, zszywałam, znowu kroiłam i tak się to toczyło aż zaczęła zbliżać się wiosna. Chłopcy zaczęli wcześniej wstawać i moje ranne szycie legło w gruzach ;-D Przestawiłam się więc na tryb nocny i tak już zostało ;-)

A teraz trochę o moich błędach jakie popełniłam w czasie szycia quiltu:

1. Niestety nie wiem jak to się stało bo mimo,że używałam specjalnej prostokątnej linijki, noża do tkanin i naprawdę się starałam to niektóre kwadraty zostały krzywo skrojone. Były to tylko milimetrowe odstępstwa a mimo to rzutowały na dalszy proces szycia.

2. W związku z powyższym trójkąty w każdym kwadracie nie zbiegały się ze sobą wierzchołkami.

Powstał więc wierzch nierówny, ale kolorystycznie bardzo mi się podobał i urzekł moje serce. Długo jednak odleżał swoje na półce. W końcu po paru miesiącach skroiłam mu spód oraz ocieplinę poliestrową. 

Kolejnym krokiem było spięcie wszystkich trzech warstw w tzw. kanapkę. Wykorzystałam w tym celu multum agrafek oraz bardzo przydatne rady z bloga Long Red Thread tutaj i tutaj. Spięłam swój quilt samodzielnie i gdy próbowałam pikować niestety stopka z górnym transportem ciągle mi się zacinała i szyła w miejscu. Postanowiłam przerwać pracę i poczekać aż zjawią się dodatkowe posiłki, które pomogą odpowiednio naciągnąć kołderkę podczas spinania agrafkami. Teściowa i szwagier dzielnie mi pomagali i kanapka znowu musiała swoje odczekać gdyż w międzyczasie pojawiły się inne projekty do zrealizowania. Sami więc widzicie, że szło mi ewidentnie jak po grudzie.

Kolejna nauka dla mnie - bardzo ważne jest właściwe naciągnięcie wszystkich warstw i dokładne ich spięcie. Brzmi prosto, ale jak tego dokonać? Tego jeszcze nie wiem, hehe.

Wzięłam się z trwogą za ponowne zszywanie quiltu. Tym razem stopka z górnym transportem zacinała się rzadziej, lecz na tyle często, że drobiła ścieg prosty zbyt często i efekt był bardzo nieestetyczny. Brak estetyki potęgowały krzywo zestawione kwadraty, do tego nagle zaczął mi szwankować bębenek w maszynie. Koniec końców zrezygnowałam z szyciu quiltu, sprułam całe pikowanie i uszyłam poszewki na poduszki do domu. Są krzywe, ale cieszą oko swoimi kolorami i puchatą fakturą. Przy pikowaniu poduszek wykorzystałam zwykłą stopkę i nic mi się nie zacinało. Doszłam więc do wniosku, że poprzednia stopka nie pasuje do mojej maszyny. Stopkę miałam z firmy Łucznik a maszynę Juki, może kupno stopki z firmy Juki zmieni w przyszłości ten problem? Mam taką nadzieję, bo na szycie quiltu nadal mam chrapkę, muszę tylko więcej poćwiczyć na poduszkach i troszkę niżej postawić sobie poprzeczkę.

















Poduszki są dwie: jedna ma wymiar 50x50 cm a druga 40x40 cm. Pikowałam na odległość stopki od szwów.

Pozdrowionka i do następnego posta! A w następnym poście zaproszę Was do mojej pracowni :-) Bądźcie czujni ;-)